Rozszerzając dietę dziecka potrzebujemy nam kilku narzędzi. Wybór wydaje się prosty, dopóki nie wybierzemy się do sklepu z produktami dziecięcymi i nie staniemy przed ścianą widelców, łyżek, łyżeczek, szpatułek i innych, bliżej  nieokreślonych gadżetów. Jeśli nawet uda nam się dokonać wyboru zanim nasza pociecha skończy drzemkę, musicie wiedzieć, że za zakrętem czeka na nas ściana z kubkami, bidonami, miseczkami, talerzykami, śliniakami itp. Jak się w tym wszystkim odnaleźć? Oto kilka rad.

Gadzetomania czyli co do rozerzania diety

PIERWSZA ŁYŻECZKA

Tu naprawdę można się pogubić. Wszelkie kolory, materiały (metal, plastik, silikon, tworzywo, a nawet drewno), z uchwytem lub bez, wygięte, samo obracające się, giętkie i zmieniające kolor pod wpływem temperatury, to tylko niektóre przykłady tego,co możemy znaleźć w sklepie. Jaką zatem wybrać?
Łyżeczka powinnam być prosta, wąska – tak aby swobodnie mieściła się w buzi, płaska i niekoniecznie miękka. Jeśli wydaje Ci się, że silikonowa łyżeczka będzie delikatniejsza zapewniam Cię, że nie ma takiej potrzeby. Dość często okazuje się, że dzieci lubią łyżeczki metalowe (te mają swoją wagę i szybko odbierają temperaturę posiłku). Łyżeczka z pogrubionym uchwytem jest fajna dla nieco starszych dzieci – ułatwia im to jej chwytanie. Ja jestem fanką prostych rzeczy, tak aby uwaga dziecka była skupiona na jedzeniu, a nie na zbyt kolorowych narzędziach do tego służących.
Co z tzw. łyżeczką obrotową? Po pierwsze, jest ona przeznaczona dla nieco starszych dzieci, które same będą próbować ją obsłużyć. Po drugie, im wcześniej dziecko będzie ćwiczyć na zwykłej łyżce, tym szybciej nauczy się jej trzymać i kontrolować jej zawartość. Moim zdaniem, obrotowa łyżeczka to zbędny gadżet.
Łyżeczki zmieniające kolor pod wpływem ciepła. Trochę mnie zawsze zastanawia z czego są zrobione, wolę unikać zbędnych substancji w styczności z dziećmi. Ale skoro są dopuszczone do użycia, to zakładam że są ok. Generalnie jest to kolejny gadżet, nie ma większych przeciwwskazań do korzystania z niej, ale nawyk sprawdzania temperatury przez opiekuna zawsze stawiam na pierwszym miejscu.

Pierwsza lyzeczka
1. Tomee Tippee 2. Łyżeczka do herbaty 3. Ikea 4. Canpol

Warto w tym miejscu wspomnieć, że najlepszą łyżeczkę wskaże nam dziecko. Daleka jestem do kupowania całego arsenału łyżeczek. ale jeśli dziecko źle reaguje na łyżeczkę, warto spróbować zmienić ją na inną.

A co z widelcem? Jeśli rozszerzamy dietę metodą tradycyjną, to zaczynamy od łyżeczki, trzeba jednak pamiętać, że w przypadku samodzielnego jedzenia ,dzieciom łatwiej będzie opanować widelec. Warto, aby ten pojawiał się od samego początku przy talerzyku. Jaki widelczyk możemy podać? Taki który będzie dziecku łatwo trzymać i na który łatwo nabić kawałek jedzenia. Tu zdecydowanie wygrywają metalowe sztućce, a bardzo dobrze się sprawdza się widelczyk do ciasta.

Z CZEGO PIĆ, CZYLI PIERWSZY KUBECZEK

To temat pozornie łatwy, a jednak budzi wiele dyskusji, szczególnie wśród logopedów. Najlepszym rozwiązaniem jest picie z kubeczka. Warto taki kubek z wodą postawić przy talerzu od pierwszego dnia rozszerzania diety. Oczywiście, na początku,będzie to picie przy wsparciu osoby dorosłej, a i tak większość będzie się rozlewać. Ale pamiętajmy, że trening czyni mistrza, dlatego warto próbować i ćwiczyć. Ważne aby kubek nie był za duży, możemy wręcz zacząć naukę od zabawkowego kubeczka lub kubeczka Medela. Dzieciom wcale nie są potrzebne uchwyty i uszka, wiele z nich woli złapać kubek w obie ręce.
Dlaczego kubki niekapki albo butelka ze smoczkiem nie są najlepszym rozwiązaniem? Bo obie te rzeczy utrwalają odruch ssania i odruch kąsania, a tego chcemy uniknąć. Oczywiście są dzieci, które piją w tym czasie mleko z butelki ze smoczkiem co wtedy? Butelkę zarezerwujmy tylko dla mleka, a wody uczymy się pić z innego naczynia.
Świetnym rozwiązaniem jest kubek Reflo Smart, który posiada ogranicznik wypływu płynu. Do tego jest przeźroczysty, co pomaga nam rodzicom w pierwszej fazie nauki picia z kubeczka – widzimy poziom wody i możemy kontrolować poziom przechylenia. W reflo nie ma to, co prawda, aż takiego dużego znaczenia własnie dzięki ogranicznikowi wypływu wody.
Ułatwieniem może być kubek lekko wywiniętym rantem, który oprze się na wardze dziecka.
Jeśli rozglądaliście się już za naczyniami do karmienia, to widzieliście zapewne “ścięty kubek” czyli Doidy. Używając tego kubka nasza pociecha nie musi go tak mocno przechylać, żeby się napić. Sprawdzi się u dzieci, które nie lubią jak rant kubka dotyka ich nosa. Minusem są uchwyty, które wbrew pozorom, niekoniecznie ułatwiają maluchom korzystanie z kubka. Po prostu na tym etapie rozwoju ten chwyt nie jest jeszcze oczywisty dla dzieci.
Dobrą opcją są też bidony ze słomką. Picie ze słomki wymaga koordynacji kilku czynności: oddychania, pracy warg i języka. Ta umiejętność pojawia się ok. 10 miesiąca życia, ale pamiętajmy, że każde dziecko jest inne i ma swoje tempo rozwoju. Wielu dzieciom udaje się opanować picie ze słomki nawet wcześniej, dlatego warto próbować!
A kubek niekapek? Sądzę, że wszystko jest dla ludzi, tylko trzeba umiejętnie z tego korzystać. Taki kubek zarezerwujmy np. na wyjścia w czasie kiedy dziecko nie nauczy się jeszcze sprawnie pić, a w domu ćwiczmy picie z kubeczka czy bidonu. Pilnujmy, żeby to było okazjonalne i jako forma przejściowa, do czasu kiedy na spacer będziemy mogli zabrać bidon.

1. Doidy cup 2. Canpol 3.Ikea 4. Reflo smart cup 5. Canpol

 

TALERZYK I MISECZKA

I tu również polecam prostotę. Tak aby dziecko skupiało się na jedzeniu. Wszelkie malunki mogą je nadmiernie rozproszyć (oczywiście, to zależy w dużej mierze od dziecka). Sama podawałam dzieciom jedzenie na talerzykach, jak najbardziej zbliżonych do talerzy dorosłych. To może być np. talerzyk deserowy z naszych domowych zasobów, o ile nie będzie nam szkoda jeśli zostanie zrzucony i się zbije.
Delikatnym ułatwieniem jest rancik, pomagający ograniczać “uciekające” jedzenie. Tu polecam najprostszy zestaw talerzy KALAS z IKEA. Zaskakująco przystępna cena i praktyczne rozwiązanie.
Talerze z podziałkami. Jest tego trochę. Nie są konieczne przy rozszerzaniu diety. Ponownie, jest to rzecz, która sprawdzi się u starszych dzieci kiedy nie chcą jeść ziemniaka ubrudzonego buraczkiem.
Miseczka z przyssawką. I to znów raczej zbędna rzecz. Dzieci szybciej niż nam się wydaje, rozpracowują system odrywania takich miseczek od podłoża. Poza tym, często jest to kolejny rozpraszacz, bo dziecko może bardziej się interesować tym jak odczepić ją od podłoża niż tym, co ma w miseczce.
Maty silikonowe są dość fajnym rozwiązaniem. Są łatwe w utrzymaniu czystości, proste. Zazwyczaj dość dobrze trzymają się stolika. Warto przed zakupem sprawdzić wielkość, czy zmieści się na Waszą tackę do stolika, bo niektóre są naprawdę duże.

talerze rozszerzanie diety

KRZESEŁKO DO KARMIENIA

W tym wypadku,Tutaj ważne jest aby dziecko siedziało prosto czyli nie było jest odchylone do tyłu oraz żeby miało oparcie na nogi. Nie karmimy dzieci w leżaczkach ani w bujaczkach. Spróbujcie położyć się na leżaku i spróbować coś zjeść- zdecydowanie trudno. A przecież my chcemy zrobić wszystko aby dziecko miało komfort przy jedzeniu, a w szczególności przy pierwszych posiłkach. W takim leżaczku zwiększa się też ryzyko zachłyśnięcia.
U nas świetnie sprawdziło się krzesełko Antilop z Ikea. Jest tanie i bardzo łatwe w utrzymaniu czystości. Można dokupić dmuchana wkładkę z pokrowcem, dzięki której ustabilizujemy pozycje u mniejszych dzieci. Minusem natomiast jest brak podnóżka, a ten zapewnia dzieciom stabilność pozycji i jest ważnym elementem fotelika. Dla chcącego, nic trudnego i w sieci znajdziecie różne sposoby na stworzenie takiego wsparcia lub możecie kupić gotowy.
Pozycja dziecka jest ważna nie tylko przy rozszerzaniu diety, ale przez cały czas rozwoju. Dlatego, jeśli dysponujecie większym budżetem, warto rozważyć zakup Krzesełka Stoke Tripp Trapp lub jego odpowiednika. Wydatek jest spory, ale takie krzesełko będzie nam służyć przez lata.
Unikajmy krzesełek, w których dzieci siedząc, są odchylone do tyłu.

ŚLINIAKI I FARTUSZKI

Tu wybór jest naprawdę ogromny. Od materiałowych, pięknych ale (u nas) zupełnie niepraktycznych – ponoć są dzieci, które mogą ich używać do jedzenia i ponoć są mamy, które umieją to potem doprać- aż po cuda z silikonu czy plastiku. Wybór niby banalny, ale nam zajęło chwilę zanim znaleźliśmy idealny. Polecam silikonowe śliniaki z rynienką u dołu, do którego wpadnie jedzenie, którym nie udało się trafić do buziaka. Takie śliniaki można prać i/lub myć w zmywarce, szybko wysychają, można też je wytrzeć. Po zwinięciu nie zajmują dużo miejsca więc przydadzą się na wyjeździe czy podczas wypadu do rodziny. No i są nieprzemakalne, choć oczywiście nie gwarantują suchego ubrania, bo ochraniają tylko pewien jego obszar.
Fanom BLW i dla dzieci eksplorujących świat całymi sobą, a co za tym idzie potrzebujących nieco większej ochrony, polecam fartuszki. Jest ich coraz więcej na rynku, nasz wybór padł na Kladdig z Ikea (1). To dobra wypadkowa pomiędzy ceną, estetyką, a praktycznością. Można spokojnie prać i nikogo nie zabije cena. W sklepie z akcesoriami dla dzieci znajdziemy coraz większy wybór takich śliniaków- fartuszków.

jaki sliniak i fartuszek
1. Ikea 2. Tomee Tippee

W CO WARTO ZAINWESTOWAĆ?

Jak widzicie, poza krzesełkiem Stoke, polecam tu niewygórowane cenowo produkty. W co zatem zatem warto zainwestować? Polecam dobrą patelnię na której będziecie mogli smażyć bez tłuszczu oraz porządny blender o mocy przynajmniej 600 W. Nawet jeśli rozszerzacie dietę metodą BLW, to przyda się do past, koktajlu, zupy krem czy przygotowania szybkich placków.

Rynek oferuje jeszcze wiele innych gadżetów więc jeśli macie pytania odnośnie takowych,ich to pytajcie w komentarzach – chętnie odpowiem.

2 thoughts to “Gadżetomania czyli co potrzeba do rozszerzania diety dziecka

  • Urszula

    Super artykul !

    Odpowiedz
    • Saśka

      Bardzo się cieszę:) zapraszam po kolejne już wkrótce!

      Odpowiedz

Leave a comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *